Okno na Wągrowiec
Image default

Frakcje, wrogie obozy, zwalczając się ugrupowania, mowa nienawiści – nasz standard narodowy. Niestety bije nie tylko z telewizora. Dopada nas przy okrągłym stole.

Rodzinny obiadek jubileuszowy. Rosołek, kotlecik, ziemniaczki, kaczuszka, kurczaczek z brytfanki, kalafiorek z bułeczką, buraczki na masełku. Jedni mlaszczą z uciechy, drudzy milczą złowrogo i patrzą z odrazą na talerze sąsiadów. Dlaczego nie jesz? Mówiłam ci, że nie jem mięsa. Zjedz chociaż kurczaka. Mówiłam ci, że kurczak to też mięso. To zjedz ziemniaczka z masełkiem. Nie jem masła. Mówiłam ci, że jestem weganką. Boże mój! Od tych twoich fanaberii boli mnie wątroba. O nie! Wątroba to cię boli od tej padliny, którą codziennie smażysz ojcu na obiad. Itd., do całkowitego wyczerpania, trzaśnięcie drzwi, płacz, cięcie.

 A można by przemilczeć. W końcu ludzie są różni i każdy ma prawo do szczęścia. Nierozumiani w domu przez rodzinę weganie udają się na miasto w nadziei, że może tam. Obsługa zachwala, że owszem dania wegetariańskie i wegańskie w karcie są i w ogóle nie ma problemu. Szef kuchni natomiast, zarobiony jak zawsze, słysząc, że przyszli Ci na W” zaciska szczęki i partoli wszystko koncertowo. Dla niego wegetarianie czy weganie to jeden pies. A to dwa psy.

Na szybko i w dużym skrócie: wegetarianie nie jedzą mięsa (również kurczaka) kości, wędlin, kiełbas, rosołów, ryb smażonych, gotowanych ani z puszki, owców morza jak również smalcu, skwarek i galaretki, nieważne z nóżek czy na słodko. Weganie nie jedzą tego samego plus żadnego produktu odzwierzęcego: jajek bo od kury, mleka, bo od krowy/kozy, sera bo z mleka, masła, bo z mleka, śmietany, bo od krowy, majonezu, bo z jajek, miodu, bo od pszczoły. Nie jedzą też ciast, lodów, tortów i galaretek. Dieta wegańska opiera się o pięć grup produktów. Są to: warzywa, owce, zboża, rośliny strączkowe i nasiona oraz orzechy. W każdej, absolutnie każdej dobrej kuchni, takie produkty są i można by raz dwa wyczarować mega-vege obiad w 15 min. Ale oni nie chcą. Ci weganie. Twierdzą, że nie są królikami, nie będą jeść sałaty a tym bardziej sałatki owocowej, warzywa im się znudziły a kopytka to nie jedzenie i w dodatku mają gluten.

Czego więc chcą? Weganie ubóstwiają produkty dedykowane. Takie z napisem „vege”, najlepiej zielonym. Soja, ciecierzyca, tofu, fasola, nerkowce to jest to. Krótko mówiąc, kochają roślinne substytuty produktów zwierzęcych z których zrezygnowali. Masło wegańskie, mleko wegańskie, serek wegański, smalec wegański do wegańskiego chleba, kotleciki wegańskie albo paróweczki, mogą też być burgery lub springrollsy. Do popicia wegańskie piwo lub wino, czemu nie? Na deser ciasto marchewkowe z nasionami chia zamiast jajek, mus z orzechów nerkowca z mango, trufle z fasoli i kakao albo lody wegańskie o smaku nieba. Lans Vegans: rozkosznie, zdrowo i zgodnie z klauzulą sumienia. Otóż nie dla wszystkich. Takie frykasy tylko w restauracji Vege lub na zamówienie. Kucharz w restauracji tradycyjnej, nie ważne polskiej, włoskiej czy francuskiej, wprost nie może się doczekać wizyty wegan. Nie chodzi o jego niechęć czy brak umiejętności.

Gotowanie, to wyciąganie smaku z jakiegoś produktu a wegańskie strączki i kasze są drętwe, wymagają wielu dodatków, zamienników, sporo czasu i inwencji. Po drugie delektować się nimi będą wyłącznie weganie, lub od biedy przypadkowi mięsożercy, którzy zjedzą z grzeczności. Niestety nie jest prawdą, że smalec z fasoli, czy majonez z ciecierzycy są praktycznie nie do odróżnienia od oryginałów. A restauracja to demokracja. Podaje się to co „schodzi” . Kolejna sprawa – weganin na weselu. Ile żalu, ile pretensji, że nie dostosowano menu, że nie zadbano, że nie uwzględniono preferencji, że jajko w krokiecie, że brak mleka roślinnego.

Ludzie kochani! Wszyscy wiedzą, że kochać zwierzęta jest łatwiej niż ludzi ale litości. Dieta wegańska ma dwie twarze: łagodną, zdrowotną, minimalizującą skutki nietolerancji lub alergii pokarmowych. Ma też drugą: warzywno- owocowy taliban i beton w jednym ciele. Nie ma znaczenia czy knajpa przygotuje dla was specjalne menu. Wy i tak tego nie ruszycie! Bo nie wiadomo, czy warzywa są eco, czy nie spotkały się wcześniej z mięsem w jednej lodówce, czy przyrządzał je ten sam kucharz, na tym samym stole, czy umył nóż, czy umył oczy, którymi patrzył wcześniej na rybę, czy nie dodał podstępnie śmietany lub masła.

Po co wam to? Ten brak zaufania, podejrzliwość, szukanie dziury w całym nie korespondują specjalnie z waszą zieloną duszą. Czytam ostatnio Rozmowy ze Stanisławem Lemem. Myślałam, że czeka mnie jakiś naukowy hardkor ale nie, to o życiu: „… odnoszę wrażenie, że rozum i zdrowy rozsądek są dziś w odwrocie…”. Też mam takie wrażenie. Powszechnie wiadomo, że dorosłym osobnikom mleko nie jest do niczego potrzebne, mięso jest słabym produktem przemysłowym, jemy go za dużo i za często, ryby są skażone a masło jemy, bo lubimy z chlebkiem. Dorabianie ideologii do powyższych, manifestowanie grozy i trucie tyłka tego nie zmienią.

Czytaj także

W szkole nowa kuchnia na nowy rok szkolny [ZDJĘCIA]

Redakcja

WIZJA LOKALNA: O tym jak to z głosowaniem w sprawie geotermii i budowy przedszkola na Wschodzie było…

Redakcja

WIZJA LOKALNA: Geotermia – czas decyzji!

Redakcja