Ostatnie wybory samorządowe przyniosły w Wągrowcu prawdziwą rewolucję kadrową. Zmiany objęły miejskie spółki, Urząd Miejski i jednostki podległe.
Pani burmistrz najwyraźniej uznała, że dotychczasowi prezesi, dyrektorzy i kierownicy nie nadają się do dalszej pracy. Ma do tego prawo, ale czy miasto to prywatny folwark, w którym można wymieniać ludzi według własnego uznania?
Skala roszad jest ogromna. Zmienili się prezesi wszystkich miejskich spółek, kierownicy wydziałów Urzędu Miejskiego z sekretarzem miasta i skarbnikiem na czele, dyrektorzy szkół, kierownicy jednostek organizacyjnych, a ostatnio również prezes MSOK Kopaszyn. Czy nowi ludzie są lepsi od poprzedników? Wystarczy rozejrzeć się dookoła, by wyrobić sobie zdanie.
Uwagę zwraca również fakt, że na kierowniczych stanowiskach nastąpiła wyraźna dominacja kobiet. Nie mam nic przeciwko kobietom, ale trudno nie zadać pytania, czy w tym przypadku nie mamy do czynienia z uprzedzeniem do mężczyzn? Czy naprawdę o obsadzie stanowisk decydują wyłącznie kompetencje, a nie płeć?
Najnowszym pretekstem do zakręcenia personalną karuzelą będzie reorganizacja OSiR-u i Aquaparku, a w praktyce ich połączenie. Jeżeli sama zmiana szyldu i struktury organizacyjnej to główny pomysł doradcy do spraw sportu, pana Damiana Drobika na problemy finansowe obu jednostek, to nie wróżę powodzenia. Minus i minus niestety nie daje plusa. Najpierw należy ustabilizować finanse obu podmiotów, przygotować konkretną wizję rozwoju, a dopiero później myśleć o łączeniu.
Mieszkańcy nie wybierali burmistrza po to, żeby oglądać niekończące się wymiany prezesów, dyrektorów i kierowników. Oczekiwali rozwoju miasta, nowych miejsc pracy i rozwiązywania codziennych problemów. Kadrowa rewolucja nie może być celem samym w sobie. Bo Wągrowiec potrzebuje gospodarza z pomysłem na miasto, a nie kolejnych personalnych roszad.
Chłopak z Jeżyka

