Wągrowiec nigdy nie był miastem przemysłowym. Nie było u nas tak dużego pracodawcy jak Rofama w Rogoźnie, ceramika w Chodzieży, czy POLAM w Pile. Było kilka mniejszych przedsiębiorstw, ale zawsze to, co wyróżniało Wągrowiec i było naszym bonusem od losu, to położenie geograficzne.
Jezioro i dwie rzeki w centrum miasta, lasy w jego najbliższej okolicy oraz skrzyżowanie wspomnianych rzek – to nasze szczęście od losu. Mamy to pod nosem, a kolejni włodarze jakby tego nie dostrzegają.
Były burmistrz, podobnie jak obecna pani burmistrz skupiają się na rzeczach codziennych. Mamy więc remont jednej czy drugiej ulicy (czynione to z różnym skutkiem), sali gimnastycznej, plaży czy amfiteatru. I tutaj wspomnę, że nie mam nic przeciwko rewitalizacji amfiteatru, bo moim ostatnim komentarzu niektórzy uznali, że wzorem niektórych władz centralnych jak też nie chcę sięgnąć po finansowe wsparcie z zewnątrz. To nie tak. Rozumiem, że aplikując modernizację amfiteatru, nie można przeznaczyć środków na inną inwestycję. Tylko, że miejska kasa świeci pustkami, więc warto mieć długoplanowy pomysł na rozwój naszego miasta i aplikować o środki zgodnie z tą wizją rozwoju, a nie brać bezmyślnie na to, co popadnie…
W pierwszej kolejności powinniśmy wykorzystać potencjał, jakim jest skrzyżowanie rzek i wokół tego rozwijać Wągrowiec. Mamy przykład Świebodzina. Kilkanaście lat temu osobiście poznałem ówczesnego burmistrza tego miasta i proboszcza tamtejszej parafii. Miasto, które nie miało nic do zaproponowania turystom, wymyśliło, że postawią tam wielką figurę Jezusa.
Pierwszy pomysł był taki, że ma to być obiekt małej architektury, ale ostatecznie powstała figura ogromna, o której szybko głośno zrobiło się w całym świecie. Wokół figury z czasem powstała cała infrastruktura. Jest dom pielgrzyma, restauracja, sklepy z pamiątkami. A ta gigantyczna rzeźba stała symbolem Świebodzina.
Wągrowiec jest w tej dobrej sytuacji, że nie trzeba nic wymyślać. Mamy skrzyżowanie rzek. Unikatowe zjawisko przyrody na skalę europejską i nieistotne, że do końca nie jest to zjawisko naturalne… Kto z nas nie spotkał się z pytaniem, będąc gdzieś na wakacjach w Polsce, mówiąc, że jest z Wągrowca „aaa, to u was jest to skrzyżowanie rzek!”. Podobnie jest z tymi, którzy pierwszy raz odwiedzają nasze miasto, i od razu pytają właśnie o to.
A jak wygląda to skrzyżowanie? Ręce opadają – zarośnięte NIC! Należy stworzyć plan na kilku płaszczyznach. Coroczne wykaszanie skarp rzeki nic nie daje. Należy uregulować koryta rzeki Nielby i Wełny oraz ich zlewnie. Wspólnie z Wodami Polskimi zaangażować Uniwersytet Przyrodniczy z Poznania i lokalne władze miasta, starostwa, a może i województwa. Wtedy będzie można zbudować platformę widokową, ścieżki edukacyjne, połączyć to wszystko z Księżym Kacerkiem. Może uda się tym sposobem ożywić też Rynek, który od kilku lat umiera.
Mamy już w mieście sieć ścieżek rowerowych, OSIR z potencjałem. Zainwestujmy w to! Jeżeli nadal będziemy tkwić w marazmie, to za kilka lat Wągrowiec będzie miastem wymarłym, do którego nawet nasze dzieci z niechęcią będą przyjeżdżać w odwiedziny do nas. Właśnie dlatego obecne pokolenie 50-cio i 60-latków dla siebie i kolejnych pokoleń na nowo musi wymyślić i zaprojektować Wągrowiec. Stwórzmy więc Wągrowiec jako miasto ciekawe przyrodniczo, z interesującą propozycją sportowo-turystyczną. Do tego potrzebna jest wizja i odwaga nas wszystkich, bez podziału na opcje polityczne, czy przynależność partyjną lub osobiste symaptie.
Krzysztof Garnetz,
Wągrowczanin, mimo wszystko z optymizmem patrzący w przyszłość
Fot. archiwum „OnW”/wagrowiec.eu

