Od 1 września nie wjedziesz na PSZOK kiedy chcesz. Bez karty mieszkańca zostaje ci wyprawa do urzędu po jednorazowy kod. Za każdym razem od nowa. Miasto mówi: uszczelniamy system. Brzmi to jak coś zupełnie innego – jak celowe zniechęcanie.
System śmieciowy finansowo się nie spina. W kasie brakuje rocznie prawie 1,5 miliona – te liczby podaje sam urząd. Trzeba więc zacząć oszczędzać. Jak? Najłatwiej oczywiście kosztem mieszkańców.
Miasto ma dziurę. Ty masz nowy obowiązek
Wągrowiec płaci za utylizację odpadów, które ma obowiązek zbierać od mieszkańców. Nie tylko tych, które odbierają spod naszych domów śmieciarki, ale także za utylizację odpadów o większych gabarytach, takich jak meble, opony, gruz itp. Te rzeczy trafiają na PSZOK – Punkt Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych.
Wybudowany niedawno za miliony złotych nowy wągrowiecki PSZOK miał pozwolić na większą kontrolę nad zbieraniem odpadów i spowodować oszczędności dla miasta. I oczywiście na oszczędności dla mieszkańców. Od pierwszego września wejdą więc w życie nowe zasady – na PSZOK wjedziesz już tylko z Wągrowiecką Kartą Mieszkańca albo jednorazowym kodem, po który jednak musisz pójść do magistratu.
Czy to naprawi sytuację? W pewnym sensie. Jest bowiem różnica między „naprawić” a „utrudnić”. Miasto mogło podnieść czujność na bramie – i już. Zamiast tego zafundowało mieszkańcom bez karty biurokratyczną przeszkodę: kod jednorazowy, odbierany wyłącznie osobiście, w urzędzie, w godzinach pracy.
Kod, który mógł przyjść mailem. Ale nie przyjdzie
To jest sedno sprawy. Miasto ma na przykład elektroniczny system do obsługi karty mieszkańca – wniosek składasz z kanapy, przez wagrowiec.emkarta.pl. Ten sam urząd, ten sam system informatyczny, ta sama gmina. A jednak, jeśli nie chcesz albo nie możesz wyrobić karty mieszkańca, to kodu na PSZOK elektronicznie nie dostaniesz.
Nie ma żadnego technicznego powodu, żeby tak było. Kod QR to plik. Plik da się wysłać mailem w pięć sekund. Można byłoby go potem samemu wydrukować albo po prostu na bramie pokazać w telefonie. Zamiast tego trzeba kod odebrać osobiście – czyli wziąć wolne, pomaszerować do urzędu, wrócić do domu i dopiero wtedy jechać na PSZOK.
Dla urzędnika to jedna linijka w regulaminie. Dla mieszkańca to całe przedpołudnie.
Kogo to ma zniechęcić?
W ekonomii istnieje pojęcie kosztu transakcyjnego. To nie są pieniądze, które wyjmujesz z portfela. To czas, energia i nerwy, jakie musisz poświęcić, aby załatwić jakąś sprawę. Mechanizm jest prosty: jeśli jakaś czynność wymaga zbyt dużego wysiłku, większość z nas z niej zrezygnuje.
W tych nowych zasadach nie chodzi zatem o oszustów wywożących cudze śmieci – tych łatwo może wyłapać szczegółowa weryfikacja na bramie. Chodzi o zwykłego mieszkańca bez karty, który raz na jakiś czas ma coś do wywiezienia i teraz musi to sobie „zasłużyć” wizytą w urzędzie.
Jak to teraz będzie działało?
Wyobraź sobie zatem sąsiada, który sprząta piwnicę w sobotę. Bagażnik pełen starych klamotów. Jedzie na PSZOK – i zawraca z niczym, bo nie ma karty ani kodu. W tygodniu człowiek pracuje, musi się zwolnić wcześniej, żeby pójść do urzędu. Kod jest ważny tylko na jedną wizytę, więc każdą kolejną trzeba załatwiać od nowa.
Część ludzi pójdzie do urzędu drugi raz. Ale część machnie ręką. I wtedy stare opony czy gruz trafią do lasu za miastem albo do rowu przy drodze, a meble skończą w piecu.
Kto posprząta po tej oszczędności?
Miasto zamyka bramę PSZOK-u przed osobami bez karty. Ale za miastem to już inna gmina, a okoliczne lasy i przydrożne rowy nie mają żadnej bramy. Jeśli ludzie zaczną tam wywozić to, czego nie mogą w łatwy sposób oddać legalnie, to sprzątać dzikie wysypiska będzie już ktoś inny – służby pani wójt albo nadleśnictwo. I płacić za to będzie już inny budżet niż ten, który dziś liczy oszczędności na PSZOK-u. A my na spacerach pod miastem potykać się będziemy o stare opony i kanapy.
Można machać sztandarami pełnymi ekologicznych frazesów, można powoływać komisje zajmujące się zmianami klimatu, ale na końcu liczy się tylko jedno – kasa. A dla miasta każdy kilogram śmieci, którego nie przyjęto na PSZOK-u, to czysty zysk!