Za nami już 57. posiedzenie Sejmu RP tej kadencji. Wracam do domu po czterech dniach komisji, podkomisji, zespołów i parlamentarnych debat. Człowiek wsiada do pociągu z głową pełną obrazków i rozmów z ostatnich dni.
Minęła połowa maja, a wiosna jakby trochę zapomniała przyjść. Ludzie dalej chodzą w kurtkach i grzeją się gorącą kawą na dworcach. Wiosna przyszła zimna i sucha. Przymrozki już czwarty rok z rzędu niszczą sady i mocno dają w kość sadownikom, szczególnie tym z Północnej Wielkopolski m.in. z gmin: Białośliwie, Miasteczko Krajeńskie, Wyrzysk, Wysoka czy Łobżenica.
Nic dziwnego, że w Sejmie mówi się o pomocy państwa i stworzeniu stałego funduszu kryzysowego dla sadownictwa. Minister rolnictwa drapie się po głowie i zapowiada kilka szybkich form pomocy, ale czy to pomoże przeciwdziałać upadkowi mniejszych zagłębi sadowniczych takich jak Białośliwie?
Przez ostatnie lata przyzwyczailiśmy się właściwie do dwóch pór roku — gorącego lata i mokrej jesieni. Albo upał, albo chlapa. A teraz pogoda znów pokazuje, że potrafi być nieprzewidywalna. Łatwo narzekać na zimno czy suszę, trudniej przyznać, że człowiek też dołożył rękę do zmian klimatu.
Choć, prawdę mówiąc, anomalie pogodowe przy tym, co dzieje się w Sejmie, zaczynają wyglądać całkiem niewinnie. Tam również klimat jest nieprzewidywalny, a polityczne fronty zmieniają się szybciej niż komunikaty IMGW.
W Sejmie trwa zamieszanie wokół ustawy o kryptowalutach. To już trzeci projekt i coraz trudniej połapać się, czego właściwie chce PiS. Najpierw politycy tej partii bronili wolności przedsiębiorców handlujących kryptowalutami i przekonywali, że państwo nie powinno się wtrącać. Wolny rynek, innowacja, nowoczesność i przyszłość finansów — te hasła nie schodziły z ust posłów PiS i Konfederacji. Kiedy jednak wyszło na jaw, że tysiące Polaków straciło oszczędności życia, a Zondacrypto finansowała różne ich przedsięwzięcia, partia nagle zmieniła zdanie i zaczęła mówić o całkowitym zakazie handlu kryptowalutami w Polsce, oczywiście obłożonym surowymi karami.
Do tego swój projekt przygotował prezydent. Pracował nad nim pięć miesięcy, ale ostatecznie powstało coś bardzo podobnego do projektu rządowego — tylko bardziej rozbudowanego.
W 2017 roku PiS zmienił ustawę o wyborze sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa. Najważniejsza zmiana polegała na tym, że wcześniej 15 sędziów-członków KRS wybierali sami sędziowie ze swojego środowiska. Po zmianach dokonanych przez PiS tych 15 członków zaczął wybierać Sejm większością głosów. Wtedy, zdaniem polityków PiS, wszystko było zgodne z konstytucją i działało świetnie. Dziś, gdy Sejm — nie mając wyjścia, bo prezydent nie podpisałby zmiany ustawy — wybrał sędziów zgłoszonych przez samo środowisko sędziowskie, ale zgodnie z obowiązującą ustawą PiS, nagle podniósł się krzyk, że to rzekomo niekonstytucyjne.
Człowiek naprawdę może się w tym wszystkim pogubić. A Zbigniew Ziobro, najdłużej urzędujący minister sprawiedliwości w III RP i współautor całego tego zamieszania, zamiast tłumaczyć się przed polskimi instytucjami, siedzi dziś w Waszyngtonie i występuje w roli niezależnego komentatora polskiej polityki. To trochę tak, jakby strażak po podpaleniu domu komentował akcję gaśniczą w telewizji.
Siedzę w tym pociągu, patrzę na zmarznięte sady i mam wrażenie, że dziś wszystko jest jakieś niepewne. Pogoda sama nie wie, jaką chce być porą roku. Politycy zmieniają zdanie szybciej niż prognozy pogody. A zwykły człowiek już nie wie, czy bardziej opłaca się inwestować w kryptowaluty, czy sadzić jabłonie.
Jedno jest pewne — zarówno pogoda, jak i polityka coraz mniej przypominają jazdę pociągiem. Tu przynajmniej są rozkłady, plany i zapowiedzi. Tam nigdy do końca nie wiadomo, dokąd to wszystko jedzie.
Henryk Szopiński,
Poseł Koalicji Obywatelskiej na Sejm RP
Fot. archiwum „OnW”/wagrowiec.eu